Codziennie

Wdzięczność

Ostatnio oglądałem na YT gościa, który postanowił, że wybierze się w podróż autostopem. A że zawsze fascynowała go Rosja i jej mieszkańcy, to uznał, że pojedzie do Magadanu. Jest to niespełna 100 tys. miasto znajdujące się w azjatyckiej części Rosji. Z Wrocławia jest to jest jakieś 12 000 kilometrów. Autostopem. Sam. Przez Syberię. Mając ze sobą 2000 rubli (około 200 zł). Śpiąc pod gołym niebem. Myjąc się w potokach, jedząc to, co uda mu się znaleźć w lesie, bądź dostać od ludzi. 
 
 

Continue Reading

We dwoje

Wybacz laleczko, koniec zabawy

” – No i wiesz, trzeba się było zwijać, bo zaczęła coś mówić o wspólnym mieszkaniu, że chciałaby mnie przedstawić swoim rodzicom, takie krzywe fazy, kumasz, nie? 
  – Stary, ja miałem to samo. Olej temat bo to prowadzi tylko do jednego, a my jesteśmy za młodzi, żeby dać się uwiązać!” – nie powiedział nigdy, żaden porządny facet. 

Continue Reading

Uncategorized

Pożegnanie

    
Jak sprawdzić, jakie emocje wywołało w drugiej osobie spotkanie z Tobą? Wystarczy przyjrzeć się, w jaki sposób się żegnacie.

  Jesteś na świetnej, w Twojej opinii randce z nowo poznaną dziewczyną. Masz zaplanowane wszystko od A do Z, przygotowałeś masę niespodzianek. Kupiłeś kwiaty, zabrałeś ją na romantyczny spacer. No cud, miód i malina. Odprowadziłeś ją do domu, był całus w policzek. Wracasz do siebie, w myślach snujesz już plany następnego spotkania, układasz cały scenariusz. Po kilku dniach chcesz umówić się na kolejną randkę, dzwonisz, a tu cisza. Próbujesz za kilka godzin, odbiera i mówi, że nie może, bo ma już plany. Proponujesz kolejny termin, jednak i ten ma zajęty. Przyszły tydzień? Niestety, ale ma już plany. W tym momencie w głowie zapala Ci się czerwona lampka „Ale dlaczego Ona nie chce się spotkać, przecież tak tak dobrze się razem bawiliśmy”. Otóż Mój Drogi, Ty mogłeś bawić się doskonale, natomiast dziewczyna najwyraźniej nie. Mogła się uśmiechać, być miła i uprzejma, ale zaraz po przekroczeniu progu swojego domu, odhaczyła pozycję „Randka z X” i zapomniała o całym wieczorze. Przykre, ale tak jest. 

Continue Reading

Uncategorized

Technika

   Dookoła jest za dużo informacji. Snapchat, Facebook, Instagram, Whatsapp, hotspot Wifi na każdym kroku, smartfon przyrośnięty do łapy z coraz nowszym aplikacjami, które przykuwają wzrok do wyświetlacza. Oculus, Virtual Reality… Za dużo. No kurwa za dużo tego na raz do przetrawienia. Wstajesz rano, a smartfon, który leży przy łóżku od razu wita Cię świeżą porcją newsów z całego świata. Zanim zdążysz się wysrać, wiesz już, co stało się w Afryce, Ameryce Północnej i Australii. Przy okazji zdążysz obejrzeć kilka filmików ze śmiesznymi kotami. Nie musisz pytać znajomych, co robili wczoraj wieczorem, bo wystarczy, że obejrzysz ich My Story ze snapa. Nie pytasz, gdzie był na wakacjach, bo wystarczy, że sprawdzisz, co wrzucili na Instagrama. A w ostateczności, do rozmowy wystarczy Facebook. Czasami odnoszę wrażenie, że każda nowa aplikacja, służąca do porozumiewania się z ludźmi powinna na samym początku witać nas zdaniem:

                    Nasza aplikacja nie zastąpi prawdziwego spotkania ze znajomymi

Continue Reading

Uncategorized

Przekonania

– Ja to kupiłbym sobie Alfę Romeo.
– Co? To najlepiej w zestawie weź lawetę. Przecież to dziadostwo, ciągle się psuje, części drogie..
– A miałeś? Jeździłeś?
– Nie ale kolega miał i mówił że…

-Znasz tą Aśkę z klatki obok?

– Nie, a co z nią?
– Mówię Ci, jaka to wredna suka. Wczoraj na zakupach popatrzyła na mnie z taką wyższością, jakby     uważała się za nie wiadomo kogo. Musimy ją jakoś utemperować. 


Opinia to spoko rzecz. Dzięki niej, kształtuje się nasze spojrzenie na świat, charakter, sposób jaki reagujemy na sytuacje, jakie dzieją się dookoła. Jednak jest wartościowa wtedy, kiedy wypływa Ona bezpośrednio od Nas, a nie jest chłonięta z zewnątrz. 


Uprzedzenia, stereotypy, cudze opinie. Wszyscy to znamy i spotykamy się codziennie z masą tego typu rzeczy. Nasiąkamy nimi jak gąbka i potem przyjmujemy jako własne, nie zastanawiając się nawet, dlaczego tak jest. A gdyby zrobić inaczej? Gdybyśmy choć raz dziennie zastanowili się nad jakimś przekonaniem, które mamy w głowie i uważamy za „słuszne” i zweryfikowali je, dlaczego tak myślimy? 

  Kumpel poszedł na film, pytam go, czy warto go obejrzeć, a On odpowiada „Wyjątkowe gówno”. I nie idę do kina, bo zasugerowałem się cudzą opinią i przyjąłem jako swoją. A tak naprawdę, ten film mógł być naprawdę dobry – w ten sposób sam pozbawiłem siebie nowego doświadczenia. 
Tak się dzieje w wielu sprawach. Kiedy jesteśmy świadkami jakiegoś zdarzenia, od razu filtrujemy je przez pryzmat poprzednich, podobnych doświadczeń, przez co ciągle są takie same.
   Co się dzieje, kiedy poznajesz nowych ludzi? Od razu przyklejasz do nich łatki, wyrabiasz opinię na temat tego jacy są, które wynikają z Twoich poprzednich doświadczeń. Robimy tak dla wygody, Mózg lubi, kiedy wszystko jest uporządkowane. Mózg nie lubi bałaganu.  Podczas gdy Ci ludzie mogą być zupełnie inni od Twoich wyobrażeń. Chyba każdy spotkał się z sytuacją, kiedy złapał się na myśleniu „Myślałem, że to frajer, a jednak okazał się być spoko ziomkiem.”


  Zawsze podchodzimy do momentu z jakimś oczekiwaniem. Wymyślamy, czego chcemy od życia, tworzymy plany, stawiamy sobie cele, a następnie staramy się zrealizować ten plan i osiągnąć założone cele. Wydaje się to zdrowym podejściem, lecz oznacza, ze do każdego momentu podchodzimy z wyobrażeniem o tym jaki POWINIEN być i jak POWINIEN nam przysłużyć. A to oczywiście jest inną, opartą na naszych ideach formą osądzania. Osądzamy i filtrujemy bazując na tym co jest „dobre lub złe”, co jest przydatne lub nieprzydatne oraz co służy celowi, a co nie. 
  Gdy masz większą świadomość tego, że każdy moment nasycasz osądami, selekcją na podstawie uprzedzeń i swoim interesem, masz tym samym większe szanse na dostrzeżenie sposobów na to, aby stać się bardziej otwartym. Zaczniemy być po porostu bardziej ciekawi, co może się w tym kryć. 
  Myślmy więcej, kwestionujmy utarte schematy, nie bierzmy na wiarę czegoś, tylko dlatego, że większość tak uważa. Może ta Alfa, wcale nie jest tak chujowa a Aśka z klatki obok, może być dobrą kumpelą.



Piona,

Konrad

Continue Reading

Uncategorized

Kurs raczej nie przedmałżeński

Ostatnio mam wątpliwą przyjemność uczestniczenia w przedsięwzięciu, które musi zaliczyć każdy, kto planuje w przyszłości wziąć Katolicki ślub kościelny. Kurs przedmałżeński, bo o tym cudzie mowa, podobno ma pomóc narzeczonym, w odnalezieniu się w nowej roli żony i męża. 

Pomaga czy nie, trudno powiedzieć, bo jeszcze się taka nie znalazła, która chciałaby za mnie wyjść. W każdym razie, wniosek, jaki nasunął mi się po wysłuchaniu części z tych mądrości, jest taki, że wcale się kurwa nie dziwię, że liczba udzielanych rozwodów stale rośnie. I pomijam już zupełnie fakt, że części z nich pewnie dało by się zapobiec, gdyby ludzie umieli ze sobą normalnie gadać, bo teraz akurat nie chodzi o to. Problemem jest, CO WCISKA SIĘ MŁODYM LUDZIOM DO GŁÓW NA TEMAT MAŁŻEŃSTWA. W ciągu kilku spotkań, nasłuchałem się naprawdę sporo, ale oto kilka ananasów:

– Antykoncepcja jest zła. Bo jest zła. Osobom stosującym antykoncepcję, ksiądz nie może udzielić rozgrzeszenia. – Aha. Z takim argumentem trudno w ogóle dyskutować.

– Antykoncepcja jest zła, ponieważ powoduje ona uprzedmiotowienie kobiety, która jest traktowana przez mężczyznę wyłącznie jako obiekt seksualny. – No tak, bo gdyby było bez gumy, to pewnie wychwalałby ją pod niebiosa.

– Małżeństwo jest stanem, w którym moje JA schodzi na dalszy plan. Przede wszystkim liczy się mąż/żona. – No tak. Co z tego, że jest mi źle z tym, że mąż ze mną nigdzie nie wychodzi, że nie czuję się przy nim jak kobieta, że jest wobec mnie nastawiony wyłącznie roszczeniowo. Trudno, tak musi być, bo liczy się nie moje, a JEGO dobro. KIEDYŚ pewnie będę szczęśliwa (Nie, nie będziesz, przynajmniej nie w związku takim jak ten).

I wreszcie gwiazda wieczoru:

-Małżeństwo zawiera się na całe życie. Od chwili, kiedy wypowiecie razem „TAK”, jesteście złączeni ze sobą do śmierci. – Nie ma znaczenia, co się stanie; czy mąż będzie wyzywał żonę i traktował ją jak szmatę, albo żona zamieni się w nieznośną zołzę, macie pozostać ze sobą do śmierci. Bo oczywiście, ślubowaliście sobie dozgonną miłość. 

Nóż się otwiera w kieszeni. Wyobraźcie sobie, że ludzie się czegoś takiego nasłuchają, wbiją do łba i potem żyją w oparciu o to, Pół biedy, jak wiedzie im się w miarę dobrze. Lepiej, gorzej, ale żyją, dają radę. Problem powstaje w momencie, kiedy robi się jakiś zgryz i ciężko go rozwiązać, stosując metody, jakie podał na kursie ksiądz, lub jakaś urocza pani z poradni przy parafii. 
Polećmy klasycznie: Facet chleje, przepija wypłatę, zdradza żonę, brud, ubóstwo i ogólnie sytuacja nie do pozazdroszczenia. Dzieci oczywiście muszą być. Żona – typowa matka Polka, pracuje, sprząta, zajmuje się dziećmi, gotuje obiady i dzielnie znosi ten wrzód, jakim jest jej mąż. Pewnie mogłaby się od niego uwolnić. Pewnie kosztowało by to ją trochę wysiłku i trudu, ale w ostatecznym rozrachunku, po tym okropnym okresie, zaczęła by żyć z godnością, jaka jej się należy. Ale nie może tego zrobić, bo ciągle tkwi w ramach narzuconych jej przez Kościół, „no bo przecież to tak nie może być”. „Jak to, rozwód? Przecież On nie pije już tydzień, zobacz, poprawił się.” Nie pije już tydzień, bo przechlał wszystko i nie ma już za co. Hardkorowo? Patologii nie brakuje, wystarczy się rozejrzeć dookoła. I gdyby to nie było prawdziwe, byłoby… Nie, nie byłoby śmieszne. To jest tragiczne. 


    Dwoje ludzi darzących się wyjątkowym uczuciem. Decydujących się z własnej woli na zawarcie małżeństwa, bo naprawdę chcą to zrobić i wierzą, że im się uda. I nagle wyskakuje ksiądz i mówi im „Nie będziesz oglądać się za innymi babami, bo NIE WOLNO. A i Ty też nie spojrzysz na innego, bo mąż będzie zazdrosny. Będziecie unikać przygodnych flirtów, bo to może zburzyć wasze szczęście”. Jeszcze zanim wzięli ślub, przedstawiono im masę zakazów i nakazów. Dzięki za info. Skoro decyduję się na związek, to WIEM, że działanie z kimś na boku raczej nie przysłuży się do poprawy jakości obecnego związku. Rezygnuję z tego świadomie, bo ta druga osoba, jest kimś absolutnie dla mnie wyjątkowym i to z nią chcę tworzyć coś wspaniałego. 
    Mówienie tekstów „Jak kochasz, to nie zdradzaj”, to trochę tak, jakby mówić człowiekowi, żeby się nie zabijał, bo śmierć generalnie bardzo szkodzi zdrowiu.
    I w tym kryje się cała ironia przysięgi małżeńskiej. W momencie ślubowania najszczytniejszej miłości, wystawiamy się na działanie najbardziej podstępnego strachu: 
– Czy ta druga osoba mnie kocha tak, jak ja ją?
– Jeśli już mnie kocha, to czy zawsze tak będzie?
– A co, jeśli zakocha się w kimś innym?


    Mam wrażenie, że problem nie leży w samej instytucji małżeństwa, ale w naszym postrzeganiu miłości. Uważamy, że jeśli kochamy drugą osobę, to mamy do niej pełne i wyłączne prawo. A tak przecież nie jest. Kiedy kochasz, chcesz dla drugiej osoby jak najlepiej. Nawet w momencie, kiedy powie Ci „Chcę odejść”. A Ty dasz jej odejść, bo skoro uważa, ze szczęśliwsza będzie z kimś innym, to tak pewnie jest. Wypowiedzenie słów „Kocham Cię” nie powinno w żaden sposób ograniczać Ciebie i drugiej osoby.

Może się mylę, może kiedyś okaże się, że gówno miałem, a nie rację, ale jednak doświadczenie pokazuje, że obecne postrzeganie związków i całej otoczki wokół nich nie sprawdza się w 100%. 
Może pora zbudować swoją własną definicję i żyć w oparciu o nią? Może wyjdzie Ci to na dobre, może nie, ale przynajmniej będziesz czuć, ze sam to stworzyłeś, a nie jedynie odtwarzałeś czyjeś spojrzenie na związki.
I żeby było jasne, ja nie mam nic przeciwko małżeństwom, ale ogarnijmy się do cholery, zacznijmy myśleć i zaufajmy choć trochę własnym uczuciom.



Pjona,
Konrad 

Continue Reading

Uncategorized

Strach

Sumienność, terminowość, powtarzalność – to nie są cechy, którymi mogę się poszczycić. Ale jestem zdania, że jeśli mam coś napisać, to niech to nada się do przeczytania, bo taki był cel tego bloga, a nie tylko bezsensownie powiększa zawartość Internetów. Dobra, pokuta odbębniona, przejdźmy do sedna. 


   Mój dziadek, to zajebisty człowiek, a przede wszystkim, mądry facet, co nie raz udowadniał. Jako że dziadkowie mają tendencję do wypytywania o różne rzeczy, nie omieszkał zapytać o to, jak się mają sprawy z dziewczynami. Po usłyszeniu mojej odpowiedzi, jako że jest człowiekiem bezpośrednim, powiedział mniej więcej coś takiego:

„Teraz to się ludzie zastanawiają, próbują się, docierają, robią nie wiadomo co. A my z babcią nie próbowaliśmy, nie docieraliśmy się i nie zastanawialiśmy. Po prostu postanowiliśmy być razem i z tego, pośrednio się wziąłeś i Ty.”

Stare, oklepane, powtarzane na okrągło, ale cały czas trafia w sam środek. O ile nie mam nic do rozwoju techniki, szybszych komputerów, lepszych samochodów i zmywarek, tak jeśli chodzi o związki, to cholera, moglibyśmy zostać w okresie XX lecia międzywojennego. Technika idzie naprzód, a emocjonalnie się cofamy. Teraz, kiedy dwoje ludzi się spotyka, w głowie obojga pojawia się takie coś:

„Czy coś z tego będzie, czy zarabiam odpowiednio dużo, czy jestem dość szczupła, czy spodoba się jej moja praca, czy będzie mu odpowiadać, że lubię spać w nogach”

   
   Strach, strach i jeszcze raz strach. Cała masa strachu, pytań typu „Czy jemu/jej..”. No bo wiadomo, na Facebooku mój profil jest zajebiście zrobiony, zdjęcia z imprez, z wakacji na Malediwach, kiedy jeszcze byłam chudsza i bardziej opalona. A teraz mam trochę celulitu.. Cholera, a jak mu się nie spodobam taka?
Paranoja na maksa. Najpierw tworzymy fikcyjną rzeczywistość, a potem się boimy, że do niej nie dorastamy. Z tego bierze się ten cały strach. Wcześniej też był, ale było go mniej. 

       Wcześniej w ogóle było mniej wszystkiego: mniej samochodów, mniej ubrań, telefonów, telewizji, restauracji, kin. Mnóstwa rzeczy, którymi facet mógł zaszpanować przed kobietą. Wtedy szpanował najcenniejszą rzeczą, jaką mógł od siebie dać – samym sobą, razem ze swoją zaradnością, męskością, odwagą. hartem i pracowitością. A kobiety okazywały w zamian swoją opiekuńczość, umiejętność zajmowania się domem, dziećmi, pogodzenia wszystkich obowiązków domowych. Teraz te proporcje by się oczywiście zmieniły (równouprawnienie i inne sprawy), ale to bez znaczenia.  I to było okej. Nikt nie tworzył wokół siebie fikcyjnej rzeczywistości, z osobowością, która była tylko maską. 

I stąd biorą się potem wszystkie zawody. Bo ile można udawać? Miesiąc, rok, dwa? Kiedyś ta maska zacznie ciążyć i może się okazać, że owemu księciu, zaczyna słoma z butów wystawać, a z piękny biały ogier, okazał się starą, wychudzoną szkapą, a jego księżniczka okazała się złą baba Jagą.
   Dlatego najlepiej jest być naturalnym. To jest największy skarb, jaki możemy komuś dać. To MY w 100%, bez maski. Stajesz przed drugą osobą i mówisz „Taki jestem”. 
   Ale dlaczego tak trudno zrozumieć, że bycie naturalnym jest najlepszym rozwiązaniem? Bo to jest proste, a większości się ubzdurało, że NAJWIĘKSZE PRAWDY ŻYCIOWE POWINNY BYĆ W CHUJ SKOMPLIKOWANE. BO JAK COŚ JEST PROSTE, TO NA PEWNO Z TĄ TEORIĄ COŚ JEST NIE TAK. Gówno prawda. Woda płynie w dół rzeki, szukając jak najmniejszego oporu. Z Rzeszowa do Warszawy też można dojechać przez Kraków. Ale po co? Nie ma sensu nadkładać drogi, więc nie ma sensu też szukać skomplikowanych rozwiązań, kiedy jedno z nich leży przed nosem. Można łatwiej, prościej i spokojniej. I bez stresu.
  

W ciągu ostatnich dziesięciu lat obraliśmy jakiś dziwny kurs, jeśli chodzi o związki Mężczyzna-Kobieta. I gdyby to nie byłoby prawdziwe, to mogło by być nawet zabawne. Ale nie jest, bo biorą się z tego wszelkie patologie. Ktoś może powiedzieć, że „Konrad pierdolisz, nie jest tak źle, wyolbrzymiasz problem, przecież trzeba czymś zainteresować płeć przeciwną”. Tak, zgadzam się trzeba. Ale co, spotkasz się z kimś, tylko dlatego, że jest wolna, bogata, ma zajebiste ciało i jest dobra w te klocki? Na krótką metę to zadziała. Ale jeśli nie zagra to na poziomie człowiek-człowiek, to rozpadnie się szybciej, niż przypuszczasz. 




Piąteczka!  
Konrad










Continue Reading

Uncategorized

W tym roku będę:

Okres noworoczny, to taki przyjemny czas, w którym większość ludzi obiecuje sobie różne rzeczy. 



Postanawiają że nie będą palić, będą się zdrowo odżywiać, chodzić na siłownię, więcej czytać, „rozwijać się”, udzielać się społecznie, pomagać innym, więcej zarabiać, uczyć się nowych rzeczy. Ogólnie sielanka. U olbrzymiej grupy ludzi ten poziom entuzjazmu utrzymuje się przez tydzień, miesiąc, maksymalnie dwa. 



A potem? Najczęściej, kiedy nie widać efektów, lub są one mizerne, zwyczajnie się tego odechciewa. Przecież zawsze znajdzie się jakaś wymówka. A to za zimno na bieganie, a to jestem zmęczony po pracy. Albo jeden z najlepszych:

„Od jutra”.

 Jutro przychodzi i jest takie samo jak „wczoraj”.  Następnie przychodzi kolejne „jutro” i w jakiś dziwny sposób, znów wygląda tak samo jak „wczoraj”. Mija cały rok i gdzieś tak pod koniec grudnia, kiedy przychodzi czas podsumowań ostatnich miesięcy przychodzi myśl:

„Nic się nie dzieje w moim życiu, czas to zmienić. Od nowego roku zaczynam od nowa”. 

  
 Lata lecą, a życie przemija wciąż w tym samym tempie, ale wciąż nie tak, jakbyś tego chciał. A wyobraź sobie, jakby wyglądało, gdybyś dwa lata temu nie odpuścił. Może by się udało, może byłbyś świetnym maklerem giełdowym, dobrym informatykiem, wyglądał jak Hardkorowy Koksu. A tak, całe życie upływa na „próbowaniu”. Próbujesz chwilę, a kiedy nie widać efektów, odpuszczasz. Za jakiś czas znów próbujesz i odpuszczasz. Wpadasz w ten rytm. Tymczasem nie da się być mistrzem w jakiejkolwiek dziedzinie, zrywając się od czasu do czasu, a potem rezygnując. Wiadomo, że nie zawsze jest kolorowo, nie zawsze się udaje. Takie jest życie. Nigdy nie jest się wyłącznie na fali wznoszącej. Ale to KONSEKWENCJA przynosi pozytywne rezultaty. Bez niej, nie da rady.

Drugim ciekawym zjawiskiem jest wstydzenie się swoich marzeń. Z jednej strony to dziwne, no bo jak można wstydzić się swoich pragnień. Tego, jakie życie chciałbyś wieść. Ale kiedy przed oczami ma się takiego stereotypowego Polaka, wiecie, faceta z wąsem, w sandałach z białymi skarpetkami, reklamówką z Lidla w ręce, biegnącego po towar z promocji, a w jego głowie myśli pokroju 
„Muszę dorwać te krewetki z promocji, bo to podobno takie dobre i się Grażynka ucieszy jak jej przyniosę takie egzotyczne jedzenie”, to wstydzenie się swoich marzeń, nie jest tak do końca pozbawione sensu. Bo jeśli całe życie wpaja się ludziom ograniczające przekonania, a TY jako świadomy człowiek, nie zastanowisz się nad nimi, czy faktycznie to co mówią jest prawdą i przyjmiesz je na słowo, to sam zamykasz się w pudełku ograniczeń. I to nawet nie swoich, tylko ograniczeń INNYCH, które przyjąłeś za prawdę. Tymczasem weryfikacja ich mogłaby przynieść nieocenioną zmianę. Nie wstydź się swoich marzeń. Jeśli Ty nie masz wiary w ich realizację, to kto ma ją mieć? Tata, Mama? Znajomi? Bierz swoje własne życie w swoje łapy i zacznij być za nie odpowiedzialny.

I trzeci typ sytuacji, w których człowiek nic nie zmieni w życiu. Człowiek się nie zmieni, bo ma dobrze. Po prostu dobrze. Nie żyje może w luksusach, ale ma jakiś tam określony pułap, na którym jest i mimo tego, że gdyby coś zmienił, mógłby odnosić lepsze wyniki w jakiejś dziedzinie, to woli ten poziom, który ma. Maja dom, wystarcza mu na jedzenie, 15 letni samochód, psa, kota. Jest fajnie. Wstane se, zjem, pójde do roboty, wrócę, włączę telewizor, pooglądam jak dobrze mają inni, będę chciał tego co inni. I tak to leci. Dopiero w momencie, kiedy grunt zacznie palić się pod nogami, szukasz wyjścia z sytuacji i wtedy się spinasz. Doskonałym przykładem jest Halle Berry. Laureatka Oscara, najważniejszej aktorskiej nagrody. Mimo tego, że wygrała wybory Miss USA, jej marzeniem było aktorstwo. Do tego stopnia, że rzuciła dotychczasowe życie i sukcesy i chodziła na castingi. Doszło do tego, że przez brak ofert, przez jakiś czas była bezdomna. Wtedy wzięła się do roboty i została najlepiej opłacaną czarnoskórą aktorką w USA. Ona nie tylko CHCIAŁA, ale wierzyła w siebie i konsekwentnie działała w tym kierunku. Większość ludzi tylko chce. Ale nie dostaniesz tego, bo Ty tego chcesz. Musisz dać coś światu w zamian. Podejmujesz decyzję, idziesz za ciosem, robisz to wytrwale aż do efektu i tyle. I aż tyle. W Twoim własnym interesie, jest postawić siebie ponad wszystko. Bez egoizmu, bez cwaniactwa, ale z chęcią zmierzenia się ze wszystkimi przeciwnościami. Oczywiście, że nie wszyscy dadzą radę. Gdyby tak było, nie byłoby sensu pisania tego artykułu. Ale może warto spróbować?

Z fartem!
Konrad


A i wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Continue Reading

Uncategorized

Slow life

To całe „slow life”, to całkiem fajna idea. Z pewnością, pojawiła się nieprzypadkowo w tych lekko porytych czasach, gdzie głównym kryterium w życiu jest „kto pierwszy ten lepszy”. I żeby było jasne, jestem daleki od negowania szybkości w świecie. Jeśli boli mnie głowa, dobrze jest mieć pod ręką coś, co szybko ten ból ukoi. Albo kiedy chcę szybko się z kimś skontaktować, wtedy wyciągam telefon i dzwonię. Ale O co w tym wszystkim chodzi? 



  O kontekst. Wszystko w życiu zależy od kontekstu w jakim rozpatrujemy daną sprawę. Gdy chcesz wygrać wyścig, jazda z prędkością 150 km/h jest wskazana, natomiast kiedy musisz bezpiecznie dojechać na drugi koniec miasta po zakupy na weekend, lepiej dla wszystkich będzie, kiedy pojedziesz wolniej. W jednej sytuacji coś się sprawdza, a w drugiej nie. Problem robi się wtedy, kiedy zakładamy, że wszystko, co dzieje się w mgnieniu oka jest spoko. Szybkie randki, szybkie jedzenie, szybki styl życia. A po kilku latach życia w takim pędzie człowiek się dziwi, że życie jakoś tak szybko mija. Nawet nie wiadomo kiedy dzieci tak szybko dorosły, a ja tak szybko się zestarzałem. Nie wspomnę o nadszarpniętym zdrowiu, które nie mając okazji do regeneracji po prostu podupada.


 Dlaczego coraz więcej ludzi preferuje spokojne życie na obrzeżach, niż w centrum miasta? Dlaczego organizuje się coraz więcej warsztatów, które uczą ludzi jak ważny jest spokój?
Większość mówi:

„Ale takie są czasy, że trzeba żyć szybko, bo w innym wypadku, wypadasz z obiegu”. 

Pytanie, które jako pierwsze przychodzi mi do głowy to:

„Ale kto te czasy tworzy?”

Ziemia obraca się cały czas w swoim tempie, Księżyc krąży wokół Ziemi z właściwą dla siebie prędkością i w stałej odległości, z właściwymi dla siebie wahaniami (perygeum i apogeum). Te rzeczy wciąż pozostają takie same. I całe szczęście, bo nagła zmiana ich zachowań na pewno negatywnie odbiłaby się na Nas. Tymczasem ogromna rzesza ludzi narzuca sobie coraz większe tępo, nie widząc jednocześnie, jak bardzo źle to na nich wpływa. 

  Każdy człowiek ma pewną drogę do przebycia. Czy nie lepiej jest wyluzować się i płynąć z prądem niż cały czas rozglądać się niespokojnie i nerwowo przygryzać paznokcie, zamartwiając się, czy czegoś przypadkiem nie pominęliśmy. Nie twierdzę, że trzeba całkowicie odpuścić i rezygnować z działania. Mówię, że nie warto przejmować się każdą pierdołą i gnać przed siebie na złamanie karku. Życiowa oferta jest cholernie bogata, a działając wciąż w ten sam sposób i biegnąc wciąż w tym samym kierunku, sami ograniczamy sobie wybór.


Piąteczka i do następnego!

Continue Reading

Uncategorized

Rób to, co lubisz

Siemaneczko!

Dziś spojrzałem w statystyki Google Analytics i okazało się, że równo 8 miesięcy temu wpuściłem do sieci pierwszy post na ninejszym blogu. W miarę upływu czasu pojawiały się kolejne. Z mniejszą bądź większą regularnością. Przez ten okres „Nieco Inny” zaliczył niespełna 10 tysięcy odsłon. Nie wiem, czy to dużo czy mało, bo nigdy nie miałem okazji tego odnieść do jakiegokolwiek innego bloga. Ale jest w tym coś, co powoduje, że mimo woli uśmiecham się patrząc na te statystyki. Bo za każdą kreską na wykresie kryje się człowiek. I mimo tego, że większość osób zaraz po przeczytaniu kilku pierwszych zdań pomyślało sobie „Co za brednie, spadam stąd”, to pewnie istnieje jakaś grupa osób, które zadały sobie tyle trudu, żeby doczytać moje wypociny do końca i jeszcze je skomentować, za co z całego serca dziękuję. 


  W ogóle, publiczne udostępnianie pewnych swoich przemyśleń i luźnych wniosków na temat otaczającej rzeczywistości może powodować pewien dyskomfort, który wiąże się z tym, że wystawiasz się na ocenę innych. Też się z tym liczyłem. Zastanawiałem się nawet co będzie, kiedy ktoś wyśmieje to, co piszę. I doszedłem do wniosku, że w sumie to nic wielkiego się nie stanie. Przecież nie jest tak, że każdy musi myśleć tak jak ja, a różnice zdań tak naprawdę powodują, że możemy się rozwinąć, otworzyć na inny punkt widzenia. A kto wie, może wcale nie miałem racji, pisząc w ten sposób i to dobrze, że ktoś zwrócił mi na to uwagę. Krytykę też trzeba umieć przyjąć, o ile jest dobrze wyrażona. Generalnie wniosek z tego całego biadolenia jest jeden:


Rób to, co lubisz robić, to w większości przypadków nie jest takie trudne.


Nie chcę zabrzmieć pseudo-motywacyjnie, bo sam nie lubię, kiedy ktoś zwraca się do mnie w takim tonie, ale chociaż spróbuj. Ja robię to od kilku miesięcy. Domyślam się, że nie wszyscy mają marzenia, których realizacja rozbija się o zarejestrowanie nazwy bloga w internetach, ale mimo wszystko, polecam spróbować. Bo nawet tak prosta czynność jak wymyślenie nazwy, wklepanie jej jako tytuł strony i kliknięcie AKCEPTUJ, może okazać się bardzo trudna.  Lubisz robić zdjęcia? Bierz aparat i cykaj fotki. Chcesz grać w piłkę to bierz buty i idź na trening lokalnego klubu. Chciałbyś mieć większe mięśnie, ale wokół nie ma siłowni? Trenuj w domu pod obciążeniem własnego ciała. W internecie jest mnóstwo przykładów takich treningów. 
W ogóle internet daje obecnie tak wielkie możliwości, że ciężko to ogarnąć, ale mimo to większość ludzi wykorzystuje go do oglądania filmików kotów na YT (Koty są zajebiste). Najbardziej przeszkadzają w tym obawy:

„Co będzie, jak nikomu się nie spodoba?”
„Co będzie, jak mnie wyśmieją?”
„Co będzie, jak..?”

… i tak dalej.


Większość ludzi ma złoty medal w wymyślaniu wymówek. Serio, to jest tak powszechne, że aż dziwne, że nie zorganizowano do tej pory żadnych zawodów w wymyślaniu wymówek na czas.
A prawda jest taka, że czego byś nie zrobił/a i tak nie zadowolisz wszystkich ludzi. ZAWSZE znajdzie się ktoś, komu się to nie spodoba, ZAWSZE będzie ktoś, kto może Cię wyśmiać. Ale czy to jest naprawdę aż tak ważne? Czy ważniejszy jest ktoś, kto śmieje się z Twojej pasji, czy własne szczęście i samorealizacja? Pytanie oczywiście jest retoryczne, ale i tak warte do rozkminy. 

Sam przez to przechodziłem i w zasadzie, od czasu do czasu nachodzi mnie to pytanie, a odpowiedź jest zawsze taka sama. Robię to, bo sprawia mi to frajdę. A to, czy ktoś to wyśmieje, lub odwróci się ode mnie schodzi na dalszy plan, bo wolę mieć kilku wiernych kumpli, niż całą zgraję chorągiewek.
I takiego podejścia życzę każdemu. Czasami warto wziąć rozbieg i skoczyć.


Z fartem,
Pjona!


Continue Reading